Birma już za nami. 2 tygodnie, kilkadziesiąt świątyń buddyjskich, setki figurek Buddy, milion uśmiechów skierowanych w stronę Maksa, kilkadziesiąt porcji fried noodles with chicken i kilkanaście fried rice with chicken, w których owego chickena prawie nie było. Ceny zdecydowanie za wysokie, jedzenie pozostawiające wiele do W marcu 2010 za udowodnienie hipotezy Poincarégo Instytut Matematyczny Claya przyznał mu jedną z siedmiu Nagród Tysiąclecia w wysokości miliona dolarów jednak Perelman odmówił jej przyjęcia w lipcu 2010. Obecnie mieszka wraz ze swoją matką w Sankt Petersburgu, w niewielkim mieszkaniu w bloku. Prowadzi ascetyczny tryb życia, Kiedy miałem 23 lata byłem wart ponad milion dolarów, ponad 10 milionów dolarów gdy miałem 24 lata, a kiedy miałem 25 lat było to już ponad 100 milionów dolarów. Ale to się nie liczyło, ponieważ nigdy nie robiłem tego dla pieniędzy. Nie zależy mi na tym, by zostać najbogatszym człowiekiem na cmentarzu. Vincent van Gogh „Widok morza w Scheveningen”, „Kongregacja opuszczająca kościół reformowany w Nuenen” Z Muzeum Vincenta van Gogha w Amsterdamie skradziono obrazy o łącznej wartości 30 mln dolarów. Złodzieje zostali skazani roku później, jednak obrazów nie odnaleziono. 2003 Dzieła sztuki zrabowane podczas wojny w Iraku Dlatego idealnie byłoby wypożyczyć jego olbrzymi kamper za 9 tys. dolarów, choć na jeden dzień. Potem usiąść w jego sali kinowej, włączyć oparte na faktach "W pogoni za szczęściem" i spróbować się nie rozpłakać. Agatha Christie Obligacje za milion dolarów Przełożył Jacek Makojnik Tytuł oryginału: Agatha Christie’s Poirot. Book Three C lick here to buy ABBY Y PDF Transform er2.0 w w w.ABBYY.com C lick here to buy ABBY Y PDF Transform er2.0 w w w.ABBYY.com. STRONA 2. Skąd ten ogród masz, ach, skąd? . Dla tego wszystkiegoNawet z diabła zrobiłaby mężczyznę idealnego…PrologJedyny mężczyzna na sali♥ ♥ ♥LizzySala balowa pęka w szwach – jest tu dosłownie każdy, kto w tym mieście coś znaczy. Wszystkie grube ryby. Najbardziej wpływowi dziennikarze, blogerzy, po prostu wszyscy. Mocniej zaciskam palce na jego ramieniu, a on prowadzi mnie do sali balowej pięciogwiazdkowego hotelu, którą wynajęliśmy na tę galę. Podejrzewam, że denerwuję się bardziej niż on. Zerkam w lewo i widzę jego męski profil. Ściska mi się żołądek. Jego twarz… Cóż, taka twarz do tej chwili istniała tylko w moich marzeniach. Mocny, idealnie wyrzeźbiony podbródek. Pięknie wykrojone, aksamitne, kuszące usta. Przenikliwe oczy w kolorze najczystszego błękitu o spojrzeniu ostrym jak laser. Dostrzega, że mu się przyglądam, i po jego ustach zaczyna błądzić ten szelmowski uśmieszek wart milion dolarów. Zresztą dokładnie tyle kosztował. Ten facet tyle mnie kosztował. A byłabym skłonna zapłacić o wiele wrażenie, że jest jedynym mężczyzną na sali. Czuje się tutaj jak ryba w wodzie. Bije od niego niezmącona pewność siebie. Męskość leży na nim tak idealnie, jak szyty na miarę czarny smoking. Kroczy przed siebie pewnym krokiem, jakby to miejsce należało do niego. A moje serce bije coraz mocniej – dla wierzę, że udało mi się go namówić. Porusza się tak płynnie, w wyrafinowany sposób. Elegancko. Wszystkie zabiegają o jego uwagę.– Można prosić o autograf…? – zagaduje nieśmiało młoda kobieta. Podaje mu notatnik i długopis, a on szybko kreśli swoje nazwisko.– Proszę bardzo. – Jego głos jest niski i szorstki. Pod całą tą ogładą kryje się surowa, męska energia. Determinacja, która przywiodła go aż tutaj.– James… – Zatrzymuję go, zanim ruszymy dalej. – Cokolwiek się stanie…Patrzy na mnie. To spojrzenie wyraża więcej niż tysiąc słów.– czy na pewno…? Zakochałam się we własnym dziele. Wypolerowałam diament, który teraz jest bez skazy. Idealny. Tyle że nie wolno mi go zachować. Nie jest mój. Świat elit, do którego właśnie ma dołączyć, nie jest jego światem, nie tutaj się urodził. Jego fanki poznały go dzięki mnie. Facet na szczycie? Znalazłam go o wiele, wiele idealny♥ ♥ ♥Trzy miesiące wcześniej…Ojciec od trzech minut wpatruje się we mnie z nieznośnie denerwującym wyczekiwaniem, prawie nie słyszę własnych myśli. Siedzę naprzeciwko niego po drugiej stronie masywnego, dębowego biurka i się denerwuję. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wcześniej tak się denerwowała. Przygotowywałam się do tego spotkania przez cały tydzień, czyli odkąd ojciec się zgodził, żebym przedstawiła mu swój pomysł na wprowadzenie na rynek nowej linii designerskich garniturów. Ale co innego przemawiać do własnego odbicia w lustrze, a co innego mieć przed sobą wbijającego we mnie wzrok Harolda Banksa we własnej osobie. Mojego ojca nie zawsze jest łatwo zadowolić – do cholery, to się raczej nigdy nie udaje – a jego gabinet zawsze mnie onieśmiela. Przypomina mi o jednej małej, malutkiej rzeczy, którą zawsze mam z tyłu głowy: nie jestem tym, czego jego gabinet to kapliczka pełna skarbów. Wokół mnie pełno prekolumbijskich artefaktów, starych gobelinów, oprawionych znaczków. Mój ojciec kolekcjonuje dosłownie wszystko, ale wyłącznie w najlepszym gatunku. W jego kolekcji brakuje tylko tego, czego najbardziej pragnął: synów. Za pierwszym razem rodzicom trafiłam się ja. A kolejnych prób nie było, bo w międzyczasie mama od niego odeszła. Zostałam mu tylko dwadzieścia pięć lat, ciemne włosy i zielone oczy. Dzięki zdrowemu odżywianiu i ćwiczeniom jestem szczupła, a dzięki nawykom wpojonym mi przez nianie – zadbana. Grzeczna dziewczynka, która nigdy nie wpakowała się w kłopoty. Cieszę się opinią idealnej córki. Jednak tylko córki – w dodatku robiącej co może, żeby odnieść sukces w firmie, której oferta skierowana jest głównie do na chwilę, gdy wreszcie będę mogła udowodnić ojcu, że jestem kobietą, która może wiele wnieść do jego firmy – do naszej firmy. Jednak człowiek jego pokroju z zasady nie wierzy nikomu na słowo. Oczekuje wyników, i to jestem taka zdenerwowana. Nie chcę porywać się z motyką na słońce. A nasza nowa linia garniturów to dla firmy ogromna inwestycja. Wiem, że ojciec chciałby, żeby wprowadzeniem jej na rynek zajął się ktoś bardziej doświadczony. Ja jednak liczę, że uda mi się to rozegrać po swojemu.– Zajęłaś się już tym non profit niosącym pomoc chorym dzieciom w Ugandzie? – pyta wreszcie. Zawsze wydaje się zaskoczony, że chcę pracować w jego firmie zamiast zajmować się sprawami „którymi powinny zajmować się kobiety”. – A co z urządzaniem nowego mieszkania? Nie musisz niczego dokupić?Staram się nie pokazać po sobie, że takie pytania doprowadzają mnie do szewskiej pasji.– Non profit rozkręciłam już w zeszłym roku, działa bez zarzutu. A moje mieszkanie jest idealne, nie trzeba tam niczego zmieniać… – Urywam. Waham się, ale nie ma co owijać w bawełnę. – Mogę pracować w twojej firmie, tato. Owszem, w tym momencie zarządza nią banda staroświeckich sztywniaków, ale to nie znaczy, że ja sobie nie poradzę. Mój dyplom ukończenia Uniwersytetu Stanforda jest tak samo dobry jak ich dyplomy. Poza tym uważam, że to właśnie kobieta wie najlepiej, jaki powinien być mężczyzna marszczy czoło, zapada pełna napięcia „tak”, ponaglam go w myślach.– Nie będę żałował, że się zgodziłem, prawda? – pyta mi radośnie podskakuje, bo właśnie w tym momencie dociera do mnie, że się udało! Krótko kiwam głową, po czym odpowiadam chłodnym, rzeczowym tonem, który przejęłam od niego, bo ojciec zazwyczaj właśnie tak się do mnie zwraca:– Nie sprawię ci zawodu, tato. Wiem, że wcześniej cię zawiodłam, ale teraz jestem ostrożniejsza…– Czy aby na pewno…? Tego dupka, z którym się umawiałaś, trudno nazwać diamentem. Był bogaty, owszem, ale niezbyt dobrze wychowany. Wystawić cię w dniu, kiedy miał spotkać swojego, być może, przyszłego teścia…– Właśnie dlatego już się z nim nie spotykam. Koniec z kompromisami, od tej pory sięgam tylko po to, co najlepsze. Tak jak mi zawsze zadowoleniem kiwa głową i po raz kolejny poprawia krawat. Myślę, że zaburzenia obsesyjno-kompulsywne odziedziczyłam po nim. Podczas każdego naszego spotkania ciągle poprawia krawat.– Jesteś idealna i zasługujesz na idealnego mężczyznę – zawsze mi powtarzał, że jestem idealna, a każda część mnie, łącznie z nieskazitelnymi markowymi czółenkami, które mam na nogach, jest dowodem na to, jak wiele wysiłku wkładam, żeby właśnie tak się w podzięce za komplement, choć wolałabym, żeby powiedział to nieco cieplej i żeby sformułowanie „idealna… jak na córkę” nie dźwięczały mi tak nieznośnie w żeby ojciec obdarował mnie jednym z tych pełnych dumy spojrzeń, których tak skąpo mi wydziela. Chcę, żeby powiedział: „Moja córka jest cholernie dobra, po prostu najlepsza, najlepsza we wszystkim!”. Chcę, żeby na myśl o mnie się że się zastanawia, kto powinien zająć jego miejsce, kiedy zdecyduje się ustąpić ze stanowiska – a ja nie chcę, żeby zatrudnił prezesa, który nie dorastał wraz z naszą firmą, który nie oddycha i nie żyje Banks Ltd., tak jak ja. Jestem Banksówną i jeśli ktoś ma przejąć spuściznę po ojcu, powinnam to być właśnie ja.– Jeśli chcesz mi udowodnić, że będziesz kompetentnym dyrektorem, to masz okazję. To musi być najlepsze wprowadzenie na rynek nowej linii w historii tej firmy, Lizzy. Nie zadowolę się sukcesem na pół gwizdka.– Rozumiem. Kiedy zdecydujesz się przejść na emeryturę, nie znajdziesz lepszego dyrektora generalnego dla tej firmy niż ja, tato.– Świetnie. No to masz szansę, żeby mi pokazać, że sobie poradzisz jako przyszła pani prezes. Ale będę szczery: jeśli mnie zawiedziesz, zacznę przygotowywać LB do objęcia tego stanowiska. – Potrzebuję chwili, żeby przetrawić tę ostatnią informację, ale on już klaszcze w dłonie: znak, że temat skończony. – W takim razie, kto będzie ambasadorem naszej nowej linii?Błyskawicznie sięgam do aktówki i wyciągam z niej opasłą teczkę.– Mam tu listę atrakcyjnych, odnoszących sukcesy biznesmenów stanu wolnego, którzy uosabiają wszystko, co ma wyobrażać nasza linia: energię, męskość, władzę, pieniądze, przygląda się uważnie pierwszemu zdjęciu, po czym odwraca je, żeby przeczytać informacje, które umieściłam na odwrocie.– Ferdinand Johnson. Lubię go – ustach błądzi mi triumfalny uśmieszek, powoli zaczyna rozpierać mnie duma.– Mam z nim spotkanie o trzeciej.– Gregory Hutchinson. Też by się nadał. – Ponownie z aprobatą kiwa głową, a ja czuję, że zaraz uniosę się nad ziemię.– Umówiłam go na wpół do unosi brwi, najwyraźniej jest pod wrażeniem, ale nie zamierza obsypywać mnie pochwałami. Nigdy mnie nie rozpieszczał. Mama zostawiła nas, kiedy miałam zaledwie cztery lata, dorastałam w świecie pełnym mężczyzn. Starałam się z całych sił, żeby nie dać się stłamsić. Stawiałam czoła najlepszym z najlepszych.– Zostaw to mnie – mówię, kiedy bez słowa komentarza przerzuca kolejne zdjęcia.– Taki mam zamiar. Jednak ostrzegam, Lizzy, nie licz na taryfę ulgową tylko dlatego, że jesteś moją córką. Praca to praca…– Nieraz mi to mówiłeś, tato – przypominam wracają do schludnie opisanej teczki, którą następnie wsuwam do z gabinetu i stukając głośno obcasami, zdecydowanym krokiem przemierzam korytarz. Mijam obie sekretarki ojca, uśmiecham się do nich z wdzięcznością, a jednocześnie z całych sił próbuję zebrać się na odwagę. Nie było łatwo namówić tatę, żeby zgodził się ze mną spotkać, a przekonanie każdego z tych ośmiu milionerów, żeby poświęcili mi swój cenny czas, wcale nie było prostsze. Jeszcze nie wiem, jak tego dokonam, ale mam zamiar wybrać najlepszego z nich i namówić, żeby został moim modelem. Naszym modelem. Ta nowa kolekcja to moje oczko w głowie, postawiłam sobie za cel sprawić, że sygnowane przez nas garnitury staną się wyznacznikiem klasy i elegancji – niezbędnym elementem w szafie najlepszych przedstawicieli naszego gatunku, którzy chodzą po tej chce mężczyzny idealnego. A ja mam zamiar mu go dać.* * *– Przykro mi, Lizzy, ale żadna kwota nie jest mnie w stanie przekonać do udziału w tym projekcie – powiedział Ferdinand Johnson, dopijając kawę. Odłożył serwetkę i wyszedł, zostawiając mnie mrugającą bezradnie oczami ze wzrokiem utkwionym w rachunek.– Zgodziłbym się, ale tylko gdybyś zaoferowała mi trzy razy tyle – oznajmił Gregory Hutchinson. – A może i wtedy nie. Mój czas jest zbyt ledwo pozwolił mi dokończyć. Kiedy się odezwał, konsekwentnie zwracał się do moich piersi, choć były dokładnie ukryte za zapiętą na ostatni guzik jedwabną bluzką, bo w ten sposób chciałam dać do zrozumienia, że interesuje mnie wyłącznie praca. Tysiąc razy musiałam ugryźć się w język, żeby mu nie powiedzieć: „Patrz mi w oczy!”.A pozostali? Nie byli lepsi…– Serio powiedział: dzięki, ale nie mam czasu na odgrywanie Kena przed wszystkimi Barbie tego świata? – Jeanine nie może wyjść ze zdumienia. Po ostatnim spotkaniu, które odbyło się o wpół do dziewiątej wieczorem, jestem na linii z moją najlepszą przyjaciółką.– Tak! A to był tylko jeden z nich… Jeanine, to była prawdziwa masakra. Jestem w szoku, naprawdę! Byli tacy niegrzeczni, aroganccy i najzwyczajniej w świecie niezainteresowani! Do cholery! Co ja teraz zrobię? To pierwsza szansa, a właściwie jedyna, jaką dostałam od ojca. Jestem w kropce!Osiem spotkań. Osiem! Nikt nie ma ochoty zostać twarzą nowej linii garniturów Banks Ltd. Wszyscy mają to w dupie. Jeden chciał pięciu milionów, inny ciągle zerkał na zegarek. Kolejny wysłuchał mnie, potakując, po czym zapytał po prostu: „To wszystko? Za pół godziny gram w tenisa”.Ci milionerzy są zepsuci do szpiku kości, a ja nadal nie mogę uwierzyć, że tak źle mi skłonność do obwiniania się za każdy popełniony błąd, ponieważ wpojono mi przekonanie, że nie mam prawa się pomylić. Zdaniem mojego ojca – tego Harolda Banksa – ci, którzy zapewniają, że porażka to droga do sukcesu, pieprzą głupoty. On uważa, że gloryfikowanie błędów to strategia głupców, którzy po prostu nie potrafią niczego porządnie zrobić za pierwszym jest mi łatwo dotrzymać mu kroku, ale próbuję. Idę przed siebie po odbyciu tych wszystkich beznadziejnych spotkań i nie mam pojęcia, jak teraz pokażę się czego się właściwie spodziewałam? W końcu wśród takich mężczyzn obracałam się przez całe życie; tylko takich ojciec mógłby uznać za godnych mnie. A właśnie tacy, jak tamtych ośmiu, to powód, dla którego jestem skazana na samotność do końca życia. Są tak zadufani w sobie, że nawet gdybym zaoferowała im cały świat, im nadal byłoby mało. Do tego jeszcze tata – prawdopodobnie miałabym więcej zabawy jako zakonnica…!– Czy naprawdę na tym świecie nie ma już porządnych facetów zainteresowanych ciężką pracą i niezłym zarobkiem? – pytam Jeanine, wpatrując się z wściekłością we własne poruszające się stopy. – Do cholery, zaproponowałam im okrągły milion! Mieliby tylko promować ze mną produkt, zostać twarzą nowej linii garniturów i włożyć je na kilka imprez promocyjnych. Tylko tyle!– Wiesz co… Oni już wyrobili sobie markę, prawdopodobnie mierzysz zbyt wysoko. – Przerywa na moment. – Dla takiego Ferdinanda Johnsona milion dolarów to garść drobniaków. Może powinnaś celować nieco w punkt.– Nieco niżej. Hmm. Tylko… gdzie znajdę taką bestię?– Tego nie wiem. Przejdź się po śródmieściu, zajrzyj do winiarni. Nie martw się, spadniesz na cztery łapy, kochana. Zawsze zapomniała, że mieszkam w centrum Atlanty, a jakoś nigdy nie natknęłam się na nikogo, kto by chociaż przypominał dżentelmenów z mojej listy.– Poza tym boję się, że jeśli będę celować niżej, skończy się na kimś w rodzaju Daniela.– A fuj… – jęczy Jeanine na wzmiankę o moim okropnym eks, który tak bardzo się bał pierwszego spotkania z moim ojcem, że nawet się na nim nie pojawił. – Nie każdy facet jest takim pozbawionym kręgosłupa mięczakiem jak on. Na świecie istnieją też prawdziwi mężczyźni, daję słowo. No więc, co zamierzasz?– Teraz? Chcę się urżnąć, ale w stylu Ernesta Hemingwaya. Podobno najlepsze dzieła stworzył z butelką w ręce. Mam zamiar wypróbować tę metodę.– Hmm, chętnie bym do ciebie dołączyła. Ale nie mogę. Jeden z aplikantów nawalił, więc dzisiaj wszystkie ręce na idę przed siebie, choć nie mam pojęcia, dokąd zmierzam. Wiem tylko, że nie mogę bez niczego wrócić do domu, a już na pewno nie mogę się jutro pokazać ojcu z pustymi rękami.– Boże… Może ja się po prostu nie nadaję do tej pracy. Może powinnam zatrudnić się u kogoś innego, kogo łatwiej będzie zadowolić.– Jesteś Banksówna, skarbie. Nieodrodna córka własnego ojca. Wymyślisz coś, Liz. – Jeanine próbuje mnie podnieść na duchu, ale jej słowa zupełnie do mnie nie trafiają.– Już coś wymyśliłam. Zamierzam się upić i nie iść jutro do śmiechem, po czym mówi:– No dobrze. Idź na drinka, ja stawiam. Potem prosto do domu i bierz się do roboty, znajdziesz jakieś wyjście.– Widzę jakiś bar. Obskurny, co mi bardzo pasuje, bo w godzinie czarnej rozpaczy nie chcę się natknąć na nikogo znajomego. Zadzwonię jutro…– Lizzy, jesteś pewna…?Rozłączam się, nie pozwalając jej zaprotestować, i wpatruję się w szyld: „U Tima”.Musiałam w którymś momencie skręcić nie w tę uliczkę, co trzeba, i w rezultacie znalazłam się w niezbyt przyjemnej części miasta. Na domiar złego z torebką Hermèsa na ramieniu i w czółenkach lustruję wzrokiem okolicę. W ciemnej, wąskiej uliczce coś się porusza, pewnie jakaś złowieszcza postać, jedna z tych, których nie brakuje w takich dzielnicach. O Boże…! Nagle czuję się naga. Równie dobrze mogłabym mieć na czole napis: NAPADNIJ nigdy tak na poważnie nie upiłam się w barze, za bardzo obawiałam się, że przyniosę ojcu wstyd. Jednak idę o zakład, że tutaj, u dobrego, starego Tima, nie znajdę nikogo, kto by słyszał o nim lub o jego garniturach. Właśnie takiej anonimowości teraz mi nie mogę tak po prostu wejść do środka. Kto wie, jakich dzikich, przerażających ludzi tam spotkam. Kiedy dorastałam, największym rozrabiaką, jakiego znałam, był Sensei Tom, który we wtorki i w czwartki uczył mnie judo, ale nawet on żył w miłym domku na przedmieściach i dorabiał sobie sprzedażą świec tak się biję z myślami, z cienia wyłania się jakiś człowiek. Nie ma zębów, zamiast oczu w twarzy widnieją szparki. W świetle ulicznych latarni wydaje się jeszcze bardziej złowrogi.– Cześć, cukiereczku – diabła, nie…!Wypuszczam powietrze z płuc, popycham drzwi i wpadam do środka, po czym gwałtownie przystaję i nieufnie się moją stronę zwraca się kilkanaście par oczu, jakbym była główną atrakcją wieczoru. Mam wrażenie, że nawet płyta w starej szafie grającej, stojącej w kącie, nagle się kosmyk włosów za ucho. Przede mną znajduje się długi, prawie pusty bar, przy stolikach nieliczni klienci raczą się nachosami i frytkami maczanymi w salsie. Jednak kiedy ruszam naprzód po krzywej, cementowej podłodze, oczy wszystkich zwracają się na ja tu właściwie robię? Ach, racja! Przecież szukam przesady, to zwyczajny lokal, jak każdy inny. Na pewno z przyjemnością mnie się na odwagę, siadam na stołku w środkowej części baru i zwracam się do barmana, zajętego właśnie przeglądaniem czegoś na telefonie.– Poproszę tequilę, najlepszą, jaka jest. Bez lodu. – Mam nadzieję, że mój szorstki ton jasno komunikuje, że potrafię o siebie zadbać. To tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś już miał na oku moją nawet nie raczy na mnie spojrzeć. Uśmiecha się tylko na widok czegoś, co właśnie zobaczył na ekranie komórki, jednocześnie nalewając mi drinka z butelki podpisanej „Montezuma”, po czym wolną ręką podaje mi to, u licha, jest Montezuma?Świetna obsługa, nie ma co…!– Hmm… Prosiłam o najlepszą podnosi wzrok, po raz pierwszy spogląda mi w oczy. Krzywi się z irytacją.– To jest najlepsza tequila. Poza tym jedyna, jaką nie jest w moim interesie działać mu na nerwy, szczególnie że ma ramiona potężne jak konary drzewa, każde pokryte obficie kieliszek i wychylam jednym haustem. Tequila jest paskudna, smakuje jak rozpuszczalnik, aż oczy zachodzą mi łzami. Nieważne. Uderzam dłonią w bar na znak, żeby nalał mi jeszcze jedną kolejkę. Kiedy ciekawość bierze górę, zadaję pytanie:– Co oglądasz?– Jimmy’ego.– Jakiego Jimmy’ego?– Jimmy’ego Rowana. Tego kaskadera z YouTube’a? Facet pewnego dnia zginie…!– Miejmy nadzieję, że nie dzisiaj. – Ze zmarszczonymi brwiami wpatruję się w ekran. – A właściwie co on robi? To odwraca telefon w moją stronę. Facet w kasku i nylonowym kombinezonie wyskakuje z samolotu. Mówi do kamery: „No więc przyjąłem wyzwanie, żeby pociągnąć za sznurki piętnaście sekund później, niż zrobiłby to każdy normalny, zdrowy na umyśle człowiek. Co oznacza, że odliczanie zaczniemy mniej więcej… teraz”.Oczy mi się rozszerzają, a w brzuchu czuję bolesny skurcz. Boję się o los tego idioty przed wiatru sprawia, że jego głos wydaje się się.– Trzynaście – odlicza jak ten idiota nadal swobodnie spada, gdy tymczasem ziemia pod nim niebezpiecznie się przybliża.– Co za palant… – mamroczę pod nosem, ale nie jestem w stanie oderwać oczu od nagrania.– Pięć! – oznajmia wzrok.– Powiedz, że przeżył…!– Och, przeżył i ma się dobrze. – Pokazuje mi wreszcie pociąga za sznurki i kilka sekund później gwałtownie uderza o ziemię. „Auć!” mruczy pod nosem, po czym zaczyna się śmiać cichym, przyjemnie wibrującym mogę powstrzymać uśmiechu, ale z niedowierzaniem kręcę głową.– A zrobił to wszystko, ponieważ…?– Przyjął wyzwanie. Pięćset dolców.– Zrobił to dla pięciuset dolców?– Więcej zarabia na odsłonach. W końcu trzeba z czegoś żyć. – Barman mierzy mnie wzrokiem od stóp do głów. – Szczególnie jeśli nie masz co liczyć na fundusz a ja próbuję tylko zatrudnić gościa, który zechce się pojawić w moich garniturach na kilku imprezach.– Dlaczego nie mogę znaleźć takiego faceta? – pytam na głos, potrząsając głową i przesuwając kieliszek w stronę barmana. – Poproszę jeszcze raz to już trzecia nalewa tequilę.– Ten Jimmy to prawdziwy facet z klasą – oświadcza z przekonaniem.– Według jakiego słownika?Marszczy brwi, wsuwając telefon do kieszeni, i zabiera się do polerowania kieliszka.– Że jak?– W jakim słowniku znajdę taką definicję faceta z klasą, żeby do niego pasowała?Oczy mu się rozszerzają, jakbym właśnie popełniła świętokradztwo.– Hmm, może nie w twoim słowniku. W końcu nie jeździ rollsem. Ale zapewniam cię, że w tej dzielnicy Jimmy jest traktowany jak członek rodziny królewskiej. Zresztą ciągle tu przesiaduje. – Wskazuje głową w stronę tonącej w mroku loży usytuowanej w kącie na prawo od baru. – Tam ma za jego wzrokiem i widzę zagracony stolik. Zastanawiam się, jaki człowiek zostawia w barze statyw, kamerę i starego laptopa? Musi ufać stałym bywalcom tego miejsca. Albo wie, że stali bywalcy się go boją.– Jimmy Rowan zrobi wszystko, jeśli zostanie wyzwany. To człowiek honoru.– Jeśli wykonał taki skok za pięćset dolarów, to co by zrobił za pół miliona albo więcej? – mamroczę pod nosem z uśmiechem. Nie jest źle, nadal jestem w stanie się uśmiechać.– Do jasnej i ciasnej, za taką kasę zrobiłby wszystko…! A co? Masz jakąś propozycję? – Barman przygląda mi się z nowym zaciekawieniem, jakoś tak przymilnie, jakby uważał, że jestem zainteresowana skorzystaniem z usług Jimmy’ego. Za kogo on mnie ma?– Damy na niego Boże, a więc o to mu chodzi!– Nie, dziękuję bardzo – mamroczę. – Damy czy raczej kobiety? Nie sądzę, żeby wiele dam było zainteresowanych kimś tak lekkomyślnym…Mężczyzna podnosi wzrok i spogląda mi przez ramię. W barze zapada cisza.– O wilku mowa… – mruczy pod zamykają się z głośnym trzaskiem i natychmiast podnosi się gwar.– Co się dzieje? – Rozglądam się, zaskoczona tym nagłym się uśmiecha.– Jimmy w stronę drzwi i serce na moment przestaje mi bić. Wysoki, nieokrzesany, emanujący seksem facet, którego wskazał, wcale nie wygląda jak jakiś Jimmy. Jest na to zbyt wysoki, za bardzo przyciąga wzrok i jest… no cóż, zbyt rozpoznaję w nim mężczyzny z filmiku. W czasie wykonywania numeru kaskaderskiego, który właśnie obejrzałam, miał na głowie kask. A teraz widzę, że ma mnóstwo ciemnych, zmierzwionych włosów. Ubrany jest w znoszone dżinsy, idealnie leżące na wąskich biodrach, oraz w czarny podkoszulek, na oko stary i znoszony, opinający muskuły, których nie powstydziłby się zawodowy sobie uświadamiam, że się na niego gapię, jakbym nigdy wcześniej nie widziała mężczyzny z krwi i kości. Zaciskam usta, zniesmaczona samą sobą, w myślach zrzucając winę na tanią tequilę, po czym wracam do swojego się głośny gwizd.– Luke!– Jimmy! – Barman odpowiada na zerkam przez ramię i nie jestem w stanie powstrzymać lekkiego drżenia. Spoglądam na mężczyznę – i nie potrafię odwrócić ma trochę zbyt długie, sięgają koszulki i lekko się podwijają na końcach. Są ciemne jak noc. Z uśmiechem wita gości, którzy zdecydowali się tu wpaść. Kobiety na jego widok bezwiednie się prostują, wypychając do przodu cycki albo biodra. Niektóre nawet ruszają w jego stronę zmysłowym krokiem. Biją od niego pewność siebie i siła, choć jednocześnie w kąciku ust błądzi figlarny uśmieszek, który dodaje mu młodzieńczego, szelmowskiego nieco niechlujny i że… wow! Najwyraźniej nikt nie zwraca na to najmniejszej uwagi. Wydaje się lokalnym wzrokiem po jego klatce piersiowej i nie mogę nie zauważyć, jak ciasno koszulka opina mu szerokie ramiona. Bicepsy musi mieć twarde niczym skała, bo materiał aż trzeszczy, kiedy mężczyzna się porusza. Znoszone dżinsy podkreślają wąskie biodra. Facet ma długie nogi, a sprany denim interesująco otula uda. Po kręgosłupie przebiega mi dreszcz, kiedy podnosi wzrok, jakby wyczuł moją obecność.– Jimmy! – woła jakaś dziewczyna, wyłaniając się zza potrząsając głową i marszcząc z dezaprobatą czoło. Nie mogę uwierzyć, co te laski wyrabiają!Na dźwięk prychnięcia Jimmy się odwraca. Dostrzegam dołek pod jego niechlujnym zarostem, po czym nasze spojrzenia się podbródek. Szelmowski uśmiech. Złota opalenizna. Białe zęby. Oczy w tak intensywnym odcieniu błękitu, że przeżywam prawdziwy wstrząs, kiedy zatrzymuje na mnie wzrok. Dlaczego to wszystko tak mnie kręci? Facet może i jest gorący, ale przecież to wcale nie mój typ. Ja to ja, a on jest taki… nieokrzesany. To najbardziej nieobliczalny mężczyzna, jakiego w życiu się razem ze stołkiem, żeby upić łyk tequili, i przygotowuję się psychicznie na kolejne spojrzenie. Zerkam nieśmiało i aż mi się żołądek kurczy, ponieważ, o Boże!, facet otwarcie się na mnie jedną brew, a ja cała sztywnieję. Ściskam mocniej szklankę i słyszę za sobą miękki, męski śmiech.– Jimmy… ty pierdolony dupku! – rozlega się nagły patrzy teraz na jakiegoś faceta, który kopniakiem odsuwa swoje krzesło. Ponownie unosi brew. Z jakiegoś powodu głęboki tembr jego głosu sprawia, że włoski na moich ramionach się unoszą.– Powiedziałem, że cię znajdę – Jimmy zwraca się groźnie do mężczyzny.– No to jestem, skurwysynu – odpowiada się konfrontacja. Obaj krążą wokół stołów, dbając o zachowanie odpowiedniego dystansu.– Cholernie ułatwiasz mi sprawę – mamrocze Jimmy z drwiną w głosie. Napina ramiona, bicepsy tak się wybrzuszają, jakby koszulka na nim miała za chwilę ja, do cholery, robię w tym barze? W samym środku jakiejś pieprzonej bójki. Jeanine kazałaby mi stąd jak najszybciej spadać. Przedtem poradziłaby, żebym w ogóle tu nie przychodziła. Odnoszę dziwne wrażenie, że przyrosłam do stołka. Nie mam nawet czasu, żeby wziąć kolejny wdech, bo Jimmy rzuca się na przewraca się na stojący za nim stolik, który z trzaskiem traci nogi. Mężczyzna pada płasko na plecy. Jimmy jakby tylko na to czekał, przygniata go swoim ciałem.– A niech cię, Jimmy… – jęczy barman, wskakując na bar. Ześlizguje się z drugiej strony i podbiega do walczących mężczyzn. – Stary, zabieraj się stąd! Na zewnątrz, kurwa mać! Wynoś mi się z tym na zewnątrz, James!Chwila. Ten facet ma na imię James? To prawie jak… Bond. James i jeszcze jeden mężczyzna odciągają Jamesa, który z wykrzywioną twarzą potrząsa głową i ze złością spogląda na leżącego przed nim człowieka.– Dobra, już dobra…Kiedy go puszczają, niespokojnie przesuwa ręką po karku, po czym unosi głowę i znowu na mnie spogląda. Gdy tak patrzy, serce zaczyna mi bić jak szalone. Jednak już po chwili ponownie wzbiera w nim gniew i znowu rzuca się na przypatruje się, jak obaj okładają się pięściami, tarzając po podłodze, a ja siedzę jak sparaliżowana. Jestem w szoku, ale nie mogę oderwać od nich wzroku. To jak przyglądanie się katastrofie kolejowej.– Dalej, Jimmy! – krzyczy połowa barowych gości, podczas gdy druga połowa tylko się przygląda. Choć wiele osób wygląda na szczerze rozbawionych, mnie ta sytuacja zupełnie nie znowu odciągają Jamesa, który wyrzuca z siebie wściekłe przekleństwo, po czym, przytrzymywany przez przyjaciół, znowu przenosi wzrok na mnie. Wpatruje się we mnie intensywnie, nozdrza mu drgają, nie ma w nim ani krztyny wstydu czy wyrzutów sumienia. Nie odwraca wzroku, a jego spojrzenie aż ocieka seksem, jakby chciał, żebym to zauważyła. Ma ciężki oddech, pierś mu faluje, rozciągając językiem usta i drżącymi rękami sięgam po torebkę, żeby wyciągnąć z niej pieniądze. Zostawiam na barze kilka banknotów. Zakładam torebkę na ramię, biorę żakiet i ruszam w stronę jak jego wzrok ślizga się po moim ciele, prawie zapominam, że mam na sobie garsonkę. Żakiet trzymam w ręce, a bluzka wydaje się zbyt cienka, sutki odznaczają się pod delikatnym materiałem. Spódnica wydaje mi się krótsza niż naprawdę i bardziej obcisła, niż diabła! Kiedy wreszcie się stąd wyrwę…! Co ten facet ze mną robi?– Wszystko okej, stary? – Barman z niepokojem zwraca się do Jamesa Rowana. Gwiazdy YouTube’a. Człowieka, który śmiało zagląda śmierci w gwałtownie kiwa głową, nie odrywając ode mnie wzroku i marszcząc czoło. Barman podąża za jego spojrzeniem i uśmiecha się, jakby wiedział coś, czego ja nie jestem pewna, czy chcę się dowiedzieć. Odnoszę wrażenie, że wszyscy są w szoku, bo James gapi się na mnie jawnie i ja jestem równie zszokowana, bo też nie mogę oderwać od niego wzroku. Kolana mi się trzęsą, uda stają się coraz słabsze. Byle dać radę… Jeszcze tylko kilka kroków i będę przy drzwiach…Nagle facet na podłodze zaczyna mamrotać:– Masz ochotę na tego kociaka? Tyle że dziewczyna chyba nie może się doczekać, żeby dać stąd nogę… Stawiam pięćdziesiąt dolarów, wyzywam cię, żebyś spróbował ją z szybkością błyskawicy rzuca się na niego, odpychając dwóch mężczyzn, którzy próbują go piskiem dopadam drzwi i już mam wyjść, ale coś mnie powstrzymuje. Jakiś nieustępliwy głosik w mojej głowie nie pozwala mi nacisnąć klamkę. Zerkam za siebie, obserwuję każdy ruch tego faceta, który zrobi wszystko dla myśl o tym znowu się zastanawiam, czy nie powinnam po prostu wyjść. Boże, Elizabeth, powtarzam sobie w duchu, chyba nie myślisz o tym na serio…? To niemożliwe. Bez szans. To tequila podsunęła ci ten pomysł, to nie jest trzeźwe, racjonalne że… tak! Naprawdę to mam na myśli!Biorę głęboki wdech, żeby dodać sobie odwagi, robię w tył zwrot i idę w stronę baru, z każdym krokiem zbliżając się do panującego tu chaosu.– Panowie! – krzyczę głośno i stanowczo, stając między walczącymi, choć nie mam stuprocentowej pewności, czy nie dostanę pięścią w twarz. – Jestem pewna, że możecie rozwiązać ten problem jak prawdziwi dżentelmeni! Porozmawiajmy!Mężczyźni nieruchomieją. Wpatrują się we mnie, jakbym oszalała, a do mnie dopiero teraz dociera, jak głupio to zabrzmiało. Ludzie tacy jak oni nie rozmawiają. Oni wydają z siebie dzikie pomruki, jak jaskiniowcy, a potem rozwiązują problem za pomocą pięści. Koniec.– Hej… – zwraca się do mnie Jimmy, łapiąc oddech. Zatrzymuje wzrok na sznurze pereł na mojej szyi, po czym wędruje niżej. – Hillary Clinton. Niezła garsonka. A teraz zejdź mi z w dół na mój kostium. Wcale nie wyglądam jak Hillary Clinton! Wiem, że jestem zbyt elegancko ubrana jak na to miejsce, ale…James rzuca zabójcze spojrzenie swojemu równie napakowanemu przeciwnikowi.– Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. Jeśli twój cholerny smarkacz jeszcze raz zbliży się do Charliego… – James spluwa i zaciska pięści.– Pieprz się, chowa mnie za swoimi plecami tak szybko, że przez moment nie mogę złapać tchu, po czym robi potężny zamach i uderza faceta pięścią w szczękę. Na nowo wywiązuje się się na nogach, moje serce pompuje czystą trzech mężczyzn, żeby powstrzymać Jamesa, oraz dwóch, żeby zapanować nad tym drugim, ale wreszcie facet zostaje odciągnięty na tyle daleko, że mogę porozmawiać z barze zapada złowieszcza cisza, a ja jestem jeszcze bardziej zdenerwowana, kiedy wreszcie udaje mi się znowu spojrzeć mu w koledzy go puszczają, znowu kieruje uwagę na mnie. Ponownie mierzy mnie wzrokiem od stóp do głów. Kąciki jego ust wędrują do góry, kiedy spogląda mi w oczy. Ale nagle marszczy czoło.– Co ty, do kurwy nędzy, wyrabiasz? – Wydaje z siebie cichy, głęboki pomruk, który sprawia, że wstrząsa mną dreszcz zarówno strachu, jak i podekscytowania. Wygląda groźnie, kiedy robi krok w moją stronę. Zmarszczka na czole się pogłębia. – Chcesz, żeby ktoś cię zabił, panieneczko?– Zabił, nie… Zauważył, tak. – Jestem zdenerwowana, bo nagle znalazł się zbyt blisko. Obronnym gestem wyciągam przed siebie rękę. – James, ja…– Dla przyjaciół Jimmy – wtrąca barman. – Albo chwilę się nad tym zastanawiam. Czy chcę zostać jego przyjaciółką? Nie. Czy chcę z nim robić interesy? Być może.– Wolę zostać przy nie komentuje, tylko wpatruje się we mnie zwężonymi oczami.– Zajmę się tobą, kiedy tutaj skończę – nieoczekiwanie zwraca się do mnie cichym, łagodnym głosem, przyglądając mi się z szelmowskim uśmieszkiem. Kiwa głową, jakby chciał mnie rozchylonymi ustami patrzę, jak odwraca się w stronę tamtego mężczyzny. Nie jestem przyzwyczajona do tak lekceważącego traktowania. Szczególnie przez jakiegoś cholernie narwanego idiotę, który nie waha się zaryzykować życia dla marnych pięciuset nogą i krzyżuję ramiona na piersi.– Nie! Jeśli natychmiast ze mną nie porozmawiasz, wychodzę. Mam dla ciebie lukratywną propozycję – dodaję, prostując wiem, czy ostatnie zdanie odnosi się do mnie, czy do Jamesa, ale skoro już dorwałam się do głosu, chcę wyjaśnić, dlaczego powinien uważnie mnie mój Boże…! Naprawdę zamierzam to zrobić. Czy ja oszalałam? Chyba kompletnie odleciałam…Jakaś część mnie chce, żeby powiedział „nie” i zaśmiał mi się w twarz. Wtedy mogłabym iść do domu i lizać rany. A jutro bym się obudziła i pękała ze śmiechu na myśl o tym, że byłam tak zdesperowana, żeby próbować przekupić pierwszego lepszego gościa ze śliczną buźką, który prawdopodobnie nawet nie wie, jak wyglądają spinki do mankietów, żeby zgodził się zostać twarzą Banks Ltd. A następnie wzięłabym się do roboty i zabrała do szukania sensownego rozwiązania że tak się nie odwraca się na pięcie i spogląda na mnie ze zmarszczonym czołem. Parska śmiechem, a potem zlizuje krew z kącika kieruję wzrok w to miejsce. Nic na to nie poradzę, że przez głowę przelatują mi fantazje na temat nas razem. Moje usta na jego ustach, pod jego ustami, moje ciało pod ciężarem jego ciała…Przełykam ślinę, zszokowana, że coś takiego w ogóle pojawiło się w mojej głowie. To nie jest Elizabeth, którą jak ten facet na mnie patrzy… Spod naprawdę ciemnych, łukowatych brwi, przez firankę czarnych rzęs wpatrują się we mnie oczy w odcieniu topazu, tak intensywnie, jakbym była jedyną osobą w tym on też czuje tę dziwną więź między nami…?Boję się zaczyna się uśmiechać, wygląda na człowieka, którego na wszystko stać. Jakby chciał zrobić ze mną coś absolutnie szalonego, na dodatek tutaj, na oczach wszystkich. Sutki jeszcze bardziej mi twardnieją, jakby usłużnie chciały przypomnieć, że gdyby przyszło co do czego, nie będę się i drżącymi rękami wygładzam przód bluzki. Po prostu upewniam się, że jest na swoim miejscu.– Jestem Elizabeth. – Nie zdradzam na razie przebiega po mnie takim wzrokiem, że zaczynam się rumienić.– Jak widzisz, Elizabeth, mam tu do załatwienia pewną niecierpiącą zwłoki sprawę…– Ale ja… ja mam do ciebie inną sprawę. Chciałam ci złożyć pewną ofertę – powtarzam, zanim straci zainteresowanie moimi słowami. – Myślę, że moja propozycja może ci się wydać interesująca.– Tak? No to muszę jej z tyłu głowy kołacze mi myśl, że może jestem zbyt pijana, aby jasno myśleć. Prowadzę go do baru, w pełni świadoma bliskości jego ciała. Nie umyka mojej uwadze, że barman obserwuje nas z rozbawieniem i podsuwa mi kolejnego drinka. Wlewam do gardła tequilę i na chwilę tracę oddech, gdy kiepski alkohol pali w przełyk. Odwracam się, żeby stanąć twarzą w twarz ze śmiałkiem z YouTube’ „Jimmy” Rowan bezczelnie się na mnie gapi. Kiedy się odwróciłam, wzrok miał utkwiony w moim tyłku – nie mogę uwierzyć, jak nisko upadłam! Jak gwałtownie moje ciało reaguje na jego bliskość. Zaciskam usta, rozpaczliwie próbując nie stracić nad sobą panowania. Nie wierzę, że usiłuję znaleźć twarz dla naszego nowego, ekskluzywnego produktu w jakimś szemranych barze i że mój wybór padł na aroganckiego, zarośniętego śmiałka, na którego wołają Jimmy. Jestem zdesperowana, a bardzo nie lubię tego się przyglądam jego szerokim ramionom i ciemnym, rozczochranym podnosi wzrok, jakby wyczuł, że go obserwuję, i nasze oczy się spotykają. Ma inteligentne spojrzenie – może nie jest absolwentem Harvardu, ale po wprowadzeniu niewielkich… no dobra, po wprowadzeniu ogromnych poprawek… to nawet mogłoby zadziałać. Nagle czuję kolejny ścisk w żołądku. Tak, ten facet to udźwignie. Zabieram go do barmanowi sto dolarów napiwku.– Dzięki.– O w mordę… Nie ma za co. Wpadnij jeszcze.– Idziemy, James – rzucam się krzywi, spogląda zdezorientowany na Luke’a, ale posłusznie rusza za mną i oboje opuszczamy to to po kolei. Wcale tego nie planowałem. Właśnie szedłem do biura, kiedy wpadłem na Denny’ego i jego bandę. Pomyślałem, że w sumie to dobrze, bo będzie okazja wyrwać mu nogi z dupy, najpierw jedną, potem drugą. Ale wygląda na to, że będę musiał obejść się smakiem, ponieważ Hillary Clinton ma dla mnie jakąś Nadal nie mam pojęcia, o co chodzi. No tak… W sumie to chyba wiem, co jej może chodzić po głowie. Nie jest pierwszą laseczką z górnej półki, taką naprawdę z klasą, która pojawia się „U Tima” i uważa, że albo ja, albo mój kumpel, Luke, staniemy się na jedną noc jej Magic Mikiem. Jak każdy facet lubię pieprzenie, ale w końcu ma się tę dumę, więc zawsze spławiam takie laseczki. Więc dlaczego tej nie wysłałem do diabła razem z jej eleganckim kostiumikiem?Przyglądam się uważnie jej profilowi, podczas gdy ona wystukuje coś na telefonie, pewnie zamawia samochód. Ręka jej drży. Jest drobna, przynajmniej półtorej głowy niższa ode mnie. Ma długie do ramion, ciemne włosy i porcelanową cerę. Wygląda jak jedna z tych ładniutkich laleczek, które ludzie trzymają w szklanych witrynach. Nie wolno ich dotykać, można jedynie podziwiać z kurwa, w takim razie aż mnie ręce świerzbią, żeby przesunąć palcem po jej skórze z góry na dół?Wygląda na to, że kiedy się w nią wpatruję, zaczyna jeszcze mocniej drżeć, jakby wyczuwała moje spojrzenie. Uśmiecham się pod nosem. Do cholery, podoba mi się, że jest przy mnie taka zdenerwowana. Przyjemnie się na to patrzy, ale wolałbym przejść już do etapu, kiedy oboje zrzucimy ciuchy. Mogę się założyć, że właśnie o to jej chodzi. A ja nie zakładam się, jeśli nie jestem pewny swego.– Zgubiłaś się, wracając do domu z… – mrużę oczy, jakbym się musiał nad tym głęboko zastanowić – …proszonej herbatki?– Proszonej herbatki? Serio? – Rzuca mi zaskoczone spojrzenie. – Jeśli chcesz wiedzieć, to mieszkam dwa kroki stąd! – Wydaje się zirytowana, że jej wytknąłem, że nie pasuje do tego śmiechem.– Nie sądzę. Gdyby tak było, raczej bym cię kojarzył.– Ponieważ znasz wszystkich mieszkańców tej okolicy? – Mierzy mnie wzrokiem. Ale, jeśli chcecie wiedzieć, to spojrzenie jest nieco zbyt pieszczotliwe.– Wszystkie ślicznotki.– W to nie wątpię. Pewna z imienia i nazwiska. O drugie imię też pytasz?– Używam pieszczotliwych zdrobnień. – Choć usta mi drżą z powstrzymywanego śmiechu, puszczam do niej oko. – A te się zmieniają, w miarę jak przechodzimy od gry wstępnej do akcji. Szepczemy je sobie do się jeży, a ja się zastanawiam, czy jest tak samo zepsuta, co bogata. Ciekawe, czy w łóżku jest grzeczna i porządna, czy ostra i nieokiełznana. Podnosi podbródek odrobinę wyżej.– Samochód już jedzie – wyjaśnia, skromnie przygładzając rękami garsonkę.– Mam całą noc – rzucam swobodnie, krzyżując ramiona na piersi.– Ja też – mówi od niechcenia.– Właśnie to chciałem usłyszeć. – Uśmiecham się. – Lubię cierpliwe kobiety. Mam pewność, że nie będą mnie popędzać, kiedy się wezmę do sarkastycznym śmiechem.– Och… dlaczego miałoby mi się spieszyć, skoro stoję na rogu… Przypomnij, gdzie właściwie jesteśmy? Z mężczyzną, którego nigdy wcześniej nie widziałam, dopóki nie zdecydowałam się zajrzeć do baru, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam?Śmieję się, po czym wyciągam rękę i poprawiam jej sznurek pereł na że nagle brak jej tchu, więc szybko cofam dłoń.– Nikt cię do tego nie zmuszał. A jeśli tak, to powiedz mi, gdzie go znajdę, a zrobię z nim porządek. Jednak na moje oko weszłaś do baru z własnej woli. Nikt nie zaciągnął cię siłą. A jeśli chodzi o mężczyznę, którego nie znasz? To ja, i właśnie jadę z tobą do domu. – Przesuwam kciukiem po jej dolnej wardze. – Ponieważ mnie do tego zmusiłaś. Nadal czekam na wyjaśnienia, ślinę, odrywa oczy od moich bicepsów i przygryza usta.– Okej, ale w międzyczasie mam do ciebie kilka pytań.– Na przykład?– Na przykład dlaczego dla kilku dolców wyskakujesz z samolotu?– Dla kilku dolców? Panieneczko, pięć stów to nie kilka dolców. Rozumiem, że komuś takiemu jak ty kilka stów w tę czy we w tę nie robi większej różnicy, ale dla większości z nas pięć stów to kupa kasy. – Wskazuję podbródkiem na jej stopy. – Założę się, że pięć stów nie starczyłoby nawet na jednego takiego odpowiada, jakby powoływała się na piątą poprawkę. Przygryza dolną cholery, dlaczego to ja tak bardzo chciałbym ją przygryźć?Przesuwam ręką po karku, postanawiając, że podzielę się z nią czymś, o czym zwykle nie gadam z nieznajomymi. Ale chyba się nie dziwicie, że próbuję jej zaimponować? Laska jest gorąca. A ja pragnę poczuć ją pod sobą w łóżku tak bardzo, jak przed chwilą chciałem żywcem rozerwać tamtych dwóch gości.– Widzisz… na moim kanale zaczęli się pojawiać reklamodawcy, ale trudno jest wynegocjować dobrą cenę. Więc muszę przyciągać uwagę. Odsłony i followersi. Zaproponują mi więcej, jeśli moje statystyki pójdą w wrażenie, że patrzy na mnie z nowym zainteresowaniem, jakby się nie spodziewała, że taki osiłek może mieć odrobinę oleju w głowie.– To jak? Masz zamiar dać mi więcej? – pytam. Nie jestem pewny, czy chodzi jej o coś innego, czy naprawdę o pieprzenie. A przecież nie wziąłbym za to od niej ani centa. Jestem tylko ciekawy, czego ona właściwie ode mnie chce. A może ma na myśli prawdziwy interes, z rodzaju tych, które ludzie ubijają za zamkniętymi drzwiami, gdy w grę wchodzi mnóstwo się, czy często ogląda mój kanał. Postanowiła mnie odszukać, bo wie, że nikt tak nie wymiata jak Jimmy Rowan?Elizabeth kiwa głową, po czym – całkiem jakby jej myśli odpływały w równie niegrzeczne rejony, co moje – ślicznie się rumieni.– Najprawdopodobniej tak. Jeśli zaakceptujesz moje nas zatrzymuje się samochód, wysiada z niego kierowca.– Panna Banks?– Tak – mówi i zaprasza mnie gestem do czarnego lexusa, jednocześnie próbując ukryć się jeszcze twardszy na samą myśl o tym, że będę ją miał tylko dla siebie na tylnym w tym momencie mnie olśniło. Już wiem, kim jest to ucieleśnienie męskich fantazji! Czy to mnie powstrzyma?Do cholery, nie!Kobieta z misją♥ ♥ ♥ElizabethDalsza część dostępna w wersji pełnejSpis treści:OkładkaKarta tytułowaJedyny mężczyzna na saliMężczyzna idealnyKobieta z misją Nieznajomy na mojej kanapie Przepis na dżentelmena Pierwszy dzień reszty życia Dzień w spa Bar „U Tima” Obiecanki cacanki YouTube Przebieranki Etykieta przy stole Za kółkiem Telefon do przyjaciółki Szczęście – gdy okazja spotyka się z przygotowaniem Dom Przed obiektywem Światła wielkiego miasta Zachodnie Wybrzeże Kolacja James Rowan Kolacja pod chmurką Nie ma jak w domu Złoty chłopiec TYTUŁ ORYGINAŁU:Million Dollar DevilRedaktorka prowadząca: Joanna PawłowskaWydawczyni: Joanna PawłowskaRedakcja: Magdalena KawkaKorekta: Małgorzata DenysProjekt okładki: Letitia HasserZdjęcie na okładce: © Wander AguiarCopyright © 2019 Million Dollar Devil by Katy EvansCopyright © 2021 for the Polish edition by Niegrzeczne Książkian imprint of Wydawnictwo Kobiece Łukasz KierusCopyright © for the Polish translation by Gabriela Iwasyk, 2021Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest elektroniczneBiałystok 2021ISBN 978-83-67069-86-1Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku: KobieceE-mail: redakcja@ oferta wydawnictwa jest dostępna na zlecenie przygotowała Katarzyna Rek Pomyślałem dziś o moim Tacie, o Baśce Głuszczak, Baśce Dzięgielewskiej, o rodzinie i znajomych, którzy odeszli. O Czesławie Niemenie, Marku Grechucie, Mirze Kubasińskiej i Tadeuszu Nalepie. O Grzesiu Ciechowskim… Gone fishing in Heaven. Ładne zadnie, które znalazłem na ławeczce, dziś na wyspie Rottnest. Popłynęliśmy tam promem z Fremantle. To dziś, a wczoraj droga z Grey przez Wedge do cywilizacji była na prawdę piękna. Znów 4x4 przedzieraliśmy się przez busz, szaleliśmy na płazy. Jeden z lookoutów na ocean mijanych po drodze nazywa się “A Million Dollars View”. I rzeczywiście. Cuda, cuda… Trudno uwierzyć w to co widać. Niebo niebieskie jak woda w oceanie. Przyroda nieskażona, prawdziwa, dzika, czysta. Oj, coś mi się wydaje, że nie każdy może tu dotrzeć. Ludzi mało… Wcale nam to nie przeszkadza. Znowu zdjęcia oceanu, białych wydm, Black Boyów. Do Fremantle dotarliśmy wieczorem. Szybka decyzja i mieszkamy w “Daly View”. Piękny hotelik w stylu angielskim z drewnianymi podłogami i bardzo wygodnymi łóżkami. Spać… Rano po śniadaniu Eagles Expressem na wyspę Rottnest. Pół godziny lekkiego kołysania, tyle jestem w stanie znieść. Znaczy mój żołądek tyle zniósł. Wyspa mocno turystyczna, znaczy jest wszystko, czego potrzebujesz. My z Piratami zdecydowaliśmy się na rowery. Znaczy Piraci zdecydowali, ja się podporządkowałem. I za jakie grzechy! Dwadzieścia kilometrów w słońcu i kasku, w którym wyglądam jak… No sami zobaczycie. Dźwigało się! Znaczy dałem rade, w końcu jestem doświadczony trasami rowerowymi w Szklarskiej, prawda? Piękne widoki rekompensują ból mięśni i “tej” części ciała. Gdzieś po drodze spotkałem małego kangurka, znaczy to jest quokka, ale też skacze jak kangur i wygląda jak jego dziecko. Od razu do mnie podszedł, choć kilku z nas robiło mu zdjęcia. Poznał dobrego… Szklanka piwa (Gunia stawiała!) kosztuje tam prawie 10 dolarów, to już wracaliśmy do Fremantle. Po drodze do hotelu zakupy w shopping mall, a tam zawsze gdzieś za rogiem czai się sklep z płytami. I co ja widzę. Eagles ‘Long Road Out Of Eden’ już na pierwszym? Dwa dni po wydaniu… Kupiłem album za 25$ (trochę ponad 50 złotych). Jeszcze nie słuchałem, bo trochę mam pietra. Na razie pooglądałem, poczytałem teksty. Fajnie, że jednak jest nowy album, 10 lat po ‘Hell Freezes Over’. Eagles to całe moje muzyczne życie. Tak, wrócę kiedyś do tematu… Czy mam tutaj pisać swoją listę przebojów, która układam od ponad 30 lat w każdą sobotę? Pomyśle o tym innym razem, bo dziś czwartek. Piraci już gotowi, idziemy w miasto, między innymi do słynnego pubu ‘Little Creatures’, kończę więc pisanie na dziś. Jeśli czytacie, znaczy udało się wysłać ze sticka w kawiarence. Jutro rano jedziemy do Margaret River, a tam święto wina przez cały rok, bo to jedna z najsłynniejszych tutaj okolic winnych. To Wasze zdrowie! oszczędź 17 % Opis Dostawa i płatność Opinie Opis To wszystko przez moje nazwisko! Gdybym nazywała się Gabrysia Grzeczniutka, to ludzie inaczej by mnie traktowali. Ale Gabrysi Bzik mogą się czepiać do woli. Dlatego ciągle ląduję na dywaniku u dyrektora. Któregoś razu wylądowałam tam z Nilsonem Makówką, kolegą z klasy. Od tego czasu trochę się kumplujemy. Łączą nas sprawy… jak by to powiedzieć… przygodowe. Skutki uboczne brania udziału w konkursach radiowych bywają nieprzewidywalne! Człowiek wygrywa zwykłe bilety na wystawę, a ląduje w stolicy świata — i to z misją do wykonania. A raczej… do wykopania. W dodatku ta misja ma coś wspólnego z najbardziej zakręconym artystą, jakiego świat widział. I wszystko jasne, no nie? Rafał Witek pisze, wymyśla i rymuje. Swoim książkom nadaje takie tytuły jak „Julka Kulka, Fioletka i ja”, „Dzieciaki kontra FOBIA”, „Klub latających ciotek” czy „Zgniłobrody i Luneta Przeznaczenia”. Jego wiersze i opowiadania można także znaleźć w publikacjach do edukacji wczesnoszkolnej i w „Świerszczyku”. W wolnych chwilach przesiaduje na próbach grochowskiego chóru dziecięcego MILLE VOCI, dla którego czasami pisze teksty piosenek. Raz na jakiś czas jego książkom udaje się zdobyć nagrodę, wyróżnienie lub nominację. Magda Wosik – absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Jest współautorką (wraz z mężem Piotrem Rychlem) antykolorowanki „O, ja cię! Smok w krawacie!”, uznanej na Najlepszą Książkę dla Dzieci 2011 roku w konkursie „Przecinek i Kropka” a także kolejnej, powstałej w 2013 roku książki do bazgrolenia – „Agencja z Zilustrowała „Czarownicę piętro niżej” Marcina Szczygielskiego, „Marysiu, jak myślisz?” Manueli Gretkowskiej, a także „Pana Tadeusza w obrazkach”, będącego próbą ujęcia epopei w komiksowej formie. Kilka lat temu (z wielką przyjemnością!) zrobiła ilustracje do zabawnych wierszyków Rafała Witka o zwierzętach. „Zmyślone historie” oraz seria „Bzik & Makówka” przedstawiają to jej kolejne inspirujące spotkania z tym autorem. Ma nadzieję, że to wciąż dopiero początek wspólnej przygody. Dostawa i płatność DOSTAWA Zamów do godziny 10:00, a Twoje zamówienie wyślemy najpóźniej w kolejnym dniu roboczym. W przypadku książki nowej termin ten może się wydłużyć o 2 dni robocze. FORMY DOSTAWY Paczkomat InPost 14,99 zł Kurier24 InPost 13,99 zł Kurier za pobraniem 23,99 zł Orlen Paczka 10,99 zł Kurier48 Poczta Polska odbiór w punkcie 12,99 zł Kurier48 Poczta Polska 12,99 zł Odbiór osobisty Lubień 0,00 zł Darmowa dostawa przy zamówieniu od 200 zł. FORMY PŁATNOŚCI online – szybkie transfery online - PayPal (należy wpisać e-mail odbiorcy: [email protected]) przelew tradycyjny płatność przy odbiorze gotówką lub kartą Opinie Nie dodano jeszcze żadnej opinii. Musisz być zalogowanym użytkownikiem, aby dodawać opinie o produktach. ZALOGUJ SIĘ -17% Uwagi: Obwoluta/Oprawa: porysowana, ze śladami zgięć Brzegi stron: zakurzone Rogi: zagięte TIN: T03272098 Rok wydania: 2015 Rodzaj okładki: Miękka 8,00 zł 6,66 zł Inne tego autora Inne tego wydawnictwa Kupując nieruchomość (niezależnie od tego, czy jest to zakup inwestycyjny, czy też na własny użytek), kierujemy się najczęściej kilkoma, znanymi tylko nam kryteriami, które sprawiają, że właśnie to „M” będzie dla nas idealne. Najczęściej do tych kryteriów zaliczamy lokalizację, metraż, czy ilość pokoi. Do tego dochodzi także usytuowanie na najwygodniejszej kondygnacji, czy też infrastruktura dookoła budynku. Jednak oprócz wyżej wymienionych, bardzo istotnych elementów składających się na podjęcie ostatecznej decyzji, jest także jeden, bardzo popularny ostatnimi czasy warunek, który wręcz determinuje nasze decyzje zakupowe. A jest nim… widok z naszego apartamentu! I właśnie o tym, a także o wielu innych fascynujących informacjach (między innymi o duńskim standardzie budownictwa) i nowinkach z rynku pierwotnego przeczytacie w dzisiejszym artykule. Zapraszamy do lektury! Widok za milion dolarów. Zapewne część z Was doskonale kojarzy telewizyjny program „widok za milion”. Amerykańscy real estate agents poszukują swoim klientom apartamentów, których główną zaletą będą właśnie widoki z okna. I niezależnie od tego, czy mówimy o Nowym Jorku i widokach na Central Park, czy też o naszym rodzimym podwórku i chociażby widoku na polskie morze, rewelacyjny widok z okien staje się w zasadzie warunkiem niemal równoważnym do metrażu czy lokalizacji. Bo to właśnie widok z okna będzie nam towarzyszył każdego dnia, kiedy to budzimy się i przygotowujemy poranną kawę. To dzięki widokowi z okna, możemy naprawdę zrelaksować się po ciężkim dniu i podziwiać zachód słońca. To dzięki widokowi z okna, możemy „naładować baterie” w weekend, kiedy to rozsiadamy się wygodnie w fotelu z książką i lampką wina, a towarzyszy nam właśnie… widok za milion dolarów! I ta tendencja do poszukiwania niesamowitych widoków stała się ostatnimi laty tak intensywna, jak nigdy wcześniej. Dzieje się tak chociażby z tego względu, że deweloperzy w Polsce biją kolejne rekordy w ilości oddawanych corocznie lokali do użytku. I wyróżnikiem stają się właśnie takie znaczące elementy, jak widok z okna, czy dbałość o detale w wykończeniu apartamentów. A jak my radzimy sobie z tymi coraz wyższymi wymaganiami polskich klientów? I jakie są inne, najnowsze trendy w budownictwie? I dlaczego coraz częściej w kontekście apartamentów deweloperskich mówimy nie tylko o samym budynku, ale o pewnej idei mu towarzyszącej? Duński deweloper, duńskie standardy. Idea drugiego domu. Rosnące wymagania konsumentów sprawiły, że sam fakt oddania nowoczesnej i estetycznej zabudowy to dzisiaj zdecydowanie za mało. Dlatego też, wizjonerski projekt inwestycyjny idzie dziś zdecydowanie dalej w koncepcjach i pomysłach, które mają przyciągnąć klientów. Jednym z takich pomysłów jest projektowanie nie tylko samych nieruchomości, ale też idei z nimi związanych. Jedną z nich jest chociażby opisywana przez nas szeroko w jednym z artykułów idea drugiego domu. Tak naprawdę, oprócz samego lokalu sprzedajemy ideę posiadania drugiej, niezależnej nieruchomości w turystycznej miejscowości. Taki apartament daje nam ogromną swobodę w kontekście możliwości urlopowania w dowolnym momencie roku, niezależnie od obłożenia hoteli czy wprowadzanych obostrzeń sanitarnych i lockdownów. Uniezależnia nasz pobyt w turystycznej miejscowości w zasadzie od wszystkiego! I warto to wziąć pod uwagę szczególnie wtedy, kiedy planujemy regularny, relaksacyjny pobyt w nabytym apartamencie. A ten „relaksacyjny wypoczynek” prowadzi nas bezpośrednio do kolejnej, bardzo istotnej idei na rynku nieruchomości… Skandynawskie inspiracje i hygge na polskim rynku. Kolejnym pomysłem na kreowanie pewnej idei w kontekście sprzedawanych nieruchomości, jest duńska idea hygge. Słowo „hygge” wywodzi się od słowa „hyggja”, które to w języku staronordyjskim oznaczało „myśleć” i „czuć się zadowolonym”. Kojarzyło się jednoznacznie z poczuciem bezpieczeństwa, regeneracją, odpoczynkiem i nabieraniem sił. Warto zaznaczyć, że hygge nie jest czymś, co można osiągnąć za przysłowiowym pstryknięciem palca. To stan ciała i umysłu, który pojawia się naturalnie w momentach odprężenia i relaksu. Potrzebna do tego jest przede wszystkim przestrzeń wolna od obowiązków i pewna dowolność w spędzaniu wolnego czasu. Wbrew pozorom, hygge nie wymaga jakichkolwiek wyszukanych rozrywek czy spektakularnych doznań. Wręcz przeciwnie – hygge to pewnego rodzaju przerwa od obowiązków, doświadczanie chwili i uwolnienie się od natłoku myśli. Pojawia się w momencie leśnego spaceru z przyjacielem, beztroskiego wpatrywania się w morskie fale czy budzące respekt góry. Przede wszystkim jednak, hygge pojawia się w momentach relaksu, w których w pełni doświadczamy bycia „tu i teraz”, bez wędrowania myślami wśród szeregu obowiązków czy problemów. Stan ten osiągalny jest wyłącznie w samotności lub wśród ludzi, do których mamy pełne zaufanie. Ludzi, przy których czujemy się bezpiecznie i wśród których możemy być w stu procentach sobą. Co wspólnego ma hygge z deweloperem apartamentów wakacyjnych? Wbrew pozorom, bardzo wiele. Każdy projekt inwestycyjny, który realizujemy, jest ściśle związany właśnie z wyżej wymienionymi duńskimi inspiracjami i standardami. Skandynawskie rozwiązania w budownictwie, które umożliwiają odczuwanie hygge, towarzyszą nam w dosłownie każdej inwestycji, którą realizujemy. Czytając powyższy opis stanu hygge, wiele osób może zadać sobie pytanie – jak przekuć teorię na praktykę? Jakie są konkretne rozwiązania w budownictwie i wykończeniu, które pomagają uzyskać nam ten upragniony stan ciała i umysłu? Wspaniałe widoki są jednym z tych elementów, który jest bardzo istotny w wypoczynku i wyciszeniu. Lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja. Pierwszym, najważniejszym elementem, który sprawia, że budowane przez nas apartamenty sprzyjają osiąganiu stanu hygge, jest oczywiście lokalizacja inwestycji. Starannie wyszukujemy lokalizacje, które są bardzo, ale to bardzo blisko przyrody – często wręcz niemal w samym środku okolicznej fauny i flory. Dzięki temu, nie tylko unikamy nadmiernego hałasu czy gwaru miasta, ale przede wszystkim sprawiamy, że nabywcy naszych lokali mogą cieszyć się naprawdę wyjątkową, przepełnioną spokojem atmosferą. Cóż bowiem może być lepszego od relaksujących, wyjątkowych chwil z rodziną i przyjaciółmi, połączonych z aktywnym wypoczynkiem? Skandynawskie rozwiązania w budownictwie. Oprócz lokalizacji umożliwiającej prawdziwy wypoczynek, ważna jest także sama koncepcja architektoniczna, a także wykończenie wnętrz i części wspólnych budynku. Stawiamy przede wszystkim na naturalną i subtelną architekturę, która wkomponowuje się w otoczenie i sprawia, że budynek staje się spójną jednością z okoliczną przyrodą. Dodatkowo, całość wykończona jest w neutralnej palecie kolorystycznej, aby jak najbardziej wpływać kojąco na nasze zmysły. Naturalne materiały, funkcjonalne i przestronne wnętrza, a także dbałość o szczegóły i wysoki standard wyposażenia – to wszystko sprawia, że nasze apartamenty zdecydowanie sprzyjają osiąganiu stanu hygge. I to wyróżnia je nie tylko na rynku lokalnym, ale w zasadzie – ogólnopolskim. Staramy się promować minimalizm – przede wszystkim prostą, ale jednocześnie estetyczną bryłę. Zaskakujemy efektownymi przeszkleniami oraz optymalnym wykorzystaniem przestrzeni. Ponadto, budynek idealnie wkomponowuje się w lokalną przyrodę, dając dowód temu, że można najnowocześniejsze rozwiązania architektoniczne pogodzić z szacunkiem i respektem do przyrody. Budynek dopełnia bogactwo lokalnej natury, a jego nienachalna architektura harmonijnie współgra z otoczeniem na dosłownie każdym poziomie. Stan hygge a idea drugiego domu. Oprócz tego, w osiąganiu stanu hygge pomaga nam również wcześniej wspomniana idea drugiego domu. Bardzo często do oderwania się od natłoku codziennych obowiązków, potrzebna jest po prostu zmiana lokalizacji. Zupełnie inaczej przecież odczuwamy odpoczynek w naszym codziennym miejscu zamieszkania, a zupełnie inaczej w naszym… drugim domu w miejscowości turystycznej! Dlatego tak bardzo ważne jest, aby planując wypoczynek, zadbać o pełną swobodę w oderwaniu od codziennych obowiązków i problemów. Drugi dom w miejscowości turystycznej, wykończony we wcześniej wspomnianym w stylu hygge, jest gwarancją prawdziwego wypoczynku. To właśnie drugi dom może stać się dla nas i naszej rodziny azylem, do którego możemy się udać w dowolnym momencie, aby „naładować baterie” i uciec od miejskiego zgiełku, hałasu i problemów. A potem – po kilku dniach czy tygodniach, wrócić pełni sił witalnych do codzienności. To tyle, jeśli chodzi o klientów kupujących nasze apartamenty dla celów prywatnych. A co zatem z inwestorami? Apartamenty klasy premium idealną lokatą kapitału dla inwestorów. Kiedy projektowaliśmy nasze pierwsze inwestycje w Polsce, wprowadzając ideę drugiego domu na lokalnym rynku, początkowo myśleliśmy głównie o klientach nabywających nasze apartamenty dla celów prywatnych. Szybko okazało się jednak, że wyżej wymienione cechy naszych inwestycji bardzo szybko przyciągnęły do naszego biura sprzedaży osoby zainteresowane ulokowaniem swoich oszczędności właśnie w nieruchomościach. Inwestorzy szybko bowiem zrozumieli, że nasze apartamenty są idealną propozycją dla turystów poszukujących nieruchomości do wynajmu krótkoterminowego. Zmęczeni hotelową atmosferą klienci poszukują alternatyw w postaci nowoczesnych apartamentów, w których będą mogli podziwiać widok na polskie morze lub góry – a także gruntownie wypocząć i nabrać sił. Hotelowa atmosfera nie zawsze może to zagwarantować i zdarza się, że pobyt w hotelu nie spełnia ich wszystkim oczekiwań. Dlatego też, wynajem apartamentów na krótkie terminy stał się główną alternatywą urlopową dla ogromnej części nie tylko Polaków, ale i turystów zagranicznych. Kameralna i prestiżowa zabudowa spełnia oczekiwania wszystkich tych, którzy wybierają się na wakacje czy weekendowy urlop w celu faktycznej regeneracji i odzyskania sił witalnych. Jak inwestować w nasze apartamenty? Inwestowanie z nami jest naprawdę bardzo proste! Przede wszystkim dlatego, że otaczamy naszych klientów kompleksową, inwestycyjną obsługą od „A” do „Z”. Począwszy od pomocy w wyborze idealnej lokalizacji, poprzez pomoc w wyborze konkretnego apartamentu, kończąc na wyjaśnieniu rozmaitych zagadnień formalnych czy podatkowych. Po zakupie lokalu, przychodzi czas na dalszą część naszego wsparcia. Pomagamy inwestorom w kwestii wykończenia swojego apartamentu inwestycyjnego. Omawiamy kwestie administrowania nieruchomością przy pomocy wyspecjalizowanej firmy zarządzającej, która zadba o jego obsługę. Zorganizuje ona rezerwacje i obsługę gości, wymianę pościeli czy naprawę drobnych usterek, aż po rozliczenia finansowe z właścicielem. Całość możemy zatem zorganizować bezobsługowo z drugiego końca Polski! Jest to szczególnie wygodne dla osób, które są zainteresowane korzystaniem z apartamentu na własne potrzeby, ale jednocześnie chciałyby, żeby zarabiał on na siebie w czasie, kiedy nie mają oni w planach urlopu w zakupionej nieruchomości. Jakie inwestycje dotychczas zrealizowaliśmy? Postaw na doświadczonego dewelopera! Przez lata naszej działalności wprowadziliśmy do Polski skandynawskie standardy budowy, a przede wszystkim duńską dokładność i skrupulatność realizowanych projektów. Nasze apartamenty można spotkać zarówno nad polskim morzem (Porto Łeba, Baltic Park i Baltic Plaza w Świnoujściu, czy oddany do użytku w lipcu 2021 Wave House we Władysławowie), na Mazurach (Osada Zamkowa, Pasym), jak i w polskich górach (Bukowa Góra w Wiśle, Apartamenty pod Śnieżką w Karpaczu). Wszystkie są wykończone w tym samym, wysokim standardzie, wkomponowując się w okoliczną przyrodę, a także (a może przede wszystkim) dając inwestorom szansę na naprawdę wysoką stopę zwrotu inwestycji. Podsumowanie. Mamy nadzieję, że po lekturze artykułu nabraliście przekonania do skandynawskiej filozofii budownictwa i duńskich standardów deweloperskich. Od lat dokładamy wszelkich starań, aby realizowane inwestycje były nie tylko idealnym miejscem do wypoczynku dla nabywców apartamentów, ale też rewelacyjną i przynoszącą ogromne zyski lokatą kapitału, którą można spieniężyć w ramach wynajmu krótkoterminowego. Niezależnie zatem od tego, jakie są Wasze preferencje zakupowe – możecie skontaktować się z nami w celu omówienia planowanej inwestycji w konkretny apartament. Pomożemy, doradzimy i przeprowadzimy Was przez cały proces sprzedaży najlepiej, jak potrafimy! Tagi: apartamenty inwestycyjne, apartamenty wakacyjne, drugi dom, duńskie standardy, hygge, inwestowanie w nieruchomości, kristensen, real estate Tego miejsca nie można pominąć. Nie chciałabym musieć robić rankingu najpiękniejszych miejsc na tej wyspie, ale tutaj naprawdę było pięknie, chwilami rajsko, a chwilami …komercyjnie. Jednak wszędzie tam gdzie jest właśnie tak – ściągają ludzie spragnieni urokliwych miejsc. Linię brzegową Paleo stanowi sześć zatoczek, z których każda ma swój niepowtarzalny urok. Miejscowość jest dość długa, z jedną główną drogą, idąc którą co chwilę mijamy zejścia w dół prowadzące do przepięknych plaż, a właściwie plażyczek – bo nie należą do długich szerokich, lecz kameralnych, mniejszych, zatoczkowych. Widoki są tu wprost cudowne, skaliste zbocza porośnięte zielenią i kwiatami otaczają kamienne plażyczki z krystalicznie czystą wodą, która ma niesamowity turkusowy kolor. Niektóre plaże są dostępne jedynie z wody, dlatego zatoki Paleo są pełne łodzi, motorówek, skuterów i innych pojazdów wodnych, które można wypożyczać na rejsy samodzielne lub zorganizowane. Ale niech was nie zdziwi określenie „zorganizowana”. To oznacza tylko tyle, że nie sterujecie sami lecz macie pana, który z wami pływa, a na łódce możecie być nawet we dwójkę. W tej opcji wasz sternik zostawia was na poszczególnych plażach tyle czasu ile sobie życzycie. Ale o tym za chwilę Pierwsze nasze spotkanie z Paleo zaczęliśmy z lądu. Postanowiliśmy dotrzeć do tych miejsc, które można tak eksplorować. Wcale to nie oznacza, że jest łatwo. Czasami podejścia są długie i strome. LIMNI BEACH Na pierwszy ogień poszła plaża najdalej w naszych planach wysunięta na południe i która zrobiła na nas największe wrażenie na googlach i jak się okazało w rzeczywistości jeszcze większe. A mowa o przepięknej… Limini Beach – zejście do niej to wyzwanie, ale przede wszystkim z tego powodu, że trzeba je zwyczajnie odnaleźć. Tam gdzie kończy się droga należy zaparkować, a następnie ruszyć drogą w dół, skręcić w lewo w gaj oliwny. Tutaj mapka – może pomoże. Nie zniechęcajcie się trudnym dojazdem, bo nie jest tak źle Spacer wśród drzew oliwnych to bardzo przyjemna część trasy. W pewnym momencie zaczyna się schodzenie i już włącza nam się myślenie o powrocie. Ale warto ponad wszystko. Gdy docieramy do celu widzimy dwie piękne obustronne plaże. Wyobraźcie sobie tę przyjemność zanurzenia się w wodzie po takim schodzeniu. Woda jest krystaliczna. Powiadają, że jest zimna u brzegów Paleo, ale ja nie odczuwałam zimna. Obawialiśmy się, że skoro zejście było strome to z wejściem będzie ciężko. Okazało się, że szybko, sprytnie bez problemu wdrapaliśmy się i znów mogliśmy podziwiać ten sam stary gaj oliwny, który dodawał nam sił swoim cieniem. ZAKUPY, SMAKOWANIE I PODZIWIANIE Nie o zwykłych zakupach piszemy. Dla nas najważniejszym był ten związany z rejsem bo Paleo jest piękna z każdej strony. Gdzie warto kupić rejs? To zależy czego szukacie. Według nas najlepiej na plaży – to dość komercyjna plaża Liapades Beach, ale wybór rejsów i elastyczność sprzedawców bardzo nam przypadła do gustu. Nie chcieliśmy sztampy. Zarezerwowaliśmy wstępnie rejs ( wstępnie bo pogoda zawsze może spłatać figla) i postanowiliśmy eksplorować dalej. Ale tak bez jedzenia? Halo jesteśmy w kraju pysznych potraw. Czas na lunche – w Paleo jest wiele polecanych knajpek. Dla wygody wybraliśmy taką, która miała parking. Jedzenie dobre ale czas oczekiwania na złożenie zamówienia, potem na dania, aż wreszcie na rachunek to nasz życiowy rekord. Knajpa nazywa się Xenia i chyba ze względu na czas i nawiedzonego kelnera – nie poleciłabym jej. Plaża publiczna wygląda tak Jedzenie zdecydowanie lepiej Jedzenie naprawdę przednie, ale czas oczekiwania wyjątkowy. Najedzeni i szczęśliwi nie odpuszczamy – jedziemy do klasztoru – a zachwycające widoki były z każdej strony MONASTYR – KLASZTOR ŚWIĘTEJ BOGURODZICY Znany również jako Klasztor Paleokastritsa , jest jednym z najstarszych na Korfu, datowanym na 1225 rok. Powody odwiedzenia tego klasztoru są dwojakie. Położone na szczycie przylądka widoki z klasztoru są oszałamiająco piękne. Po drugie nie tylko widoki nam się podobały ale i wnętrze – Wewnątrz klasztoru znajduje się dziedziniec z portykiem i nowoczesny budynek, w którym mieści się małe muzeum bizantyjskich i postbizantyjskich ikon, książek, pamiątek i pamiątek. Najbardziej jednak zachwycił nas klimat na zewnątrz. Wszystko tam było śliczne i fotogeniczne, nawet śpiący kot. Być może jest to najczęściej odwiedzane miejsce kultu religijnego na wyspie, być może jedyne tak piękne i widokowe. Postanowiliśmy jeszcze poplażować, w końcu uroczych plażyczek jest tam od groma. Nie wybraliśmy jednak głównej publicznej, ani obleganej Petros lecz kameralną Ampelaki REJS PO CUDACH NATURY Do Paleo wróciliśmy jeszcze raz na rejs łódką. Rozpoczęliśmy od Liapades Beach. To tutaj zakupiliśmy rejs za 90 E dla czterech osób. Cena inna niż standardowe ponieważ skroiliśmy go pod siebie, łącząc właściwie dwie propozycje. Najpierw popłynęliśmy na zachód podziwiać główną zatokę, po drodze mijając La Grotte, opuszczony pierwszy hotel dla byłych prominentów i światowej sławy gwiazd, następnie zachwycaliśmy się barwą wody w The Blue Eye Cave. Mogliśmy też podziwiać wcześniej zwiedzony Monastyr ale tym razem z poziomu wody. Nie tylko Monastyr cudnie się prezentuje, ale i skałki. Wycieczka łodzią faktycznie dostarcza wielu wrażeń. Dodatkowo nasz sternik dużo mówił o zwiedzanych miejscach, a nawet o poszczególnych skałach i grotach. Jaskiń i pięknych formacji skalnych naoglądaliśmy się aż nadto, a co jedna to piękniejsza. Zawsze pięknie oświetlona Iliodos Beach I nagle ukazuje się naszym oczom coś cudownego – skała niczym mozaika A na tym super tle – super ekipa. LĄD PODCZAS REJSU CZYLI MA BYĆ CHILLOUT Wreszcie czas zejść na ląd na piękne dwie plaże. Najpierw oddalona Rajska plaża (Paradise Beach). Przyznam, że dla mnie było tutaj zbyt mało czasu, a mogliśmy wynegocjować trochę więcej. Plaża jest sporych rozmiarów i z radością przeszliśmy ją całą, co chwilę zatrzymując się i zachwycając. Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie popływali w tej dość rześkiej wodzie. Odpływamy i przyznać musimy, że szyje nam się poskręcały z nadzieją na wspaniałe widoki ROVINIA BEACH I z góry i z morza i z perspektywy samej plaży – było cudownie. Zdecydowanie polecam taką formę podziwiania. Zobaczcie – pierwsza fota z góry. To przyjemna wycieczka i dzięki niej można dotrzeć do niedostępnych od strony lądu plaż. NAJLEPSZA UCZTA EVER – DLA OCZU I CIAŁA Zakończenie wycieczki było ucztą dla oczu i podniebienia. Trafiliśmy do punktu widokowego, w którym w oko wpadł nam nie tylko oszałamiający widok na całą Paleo ale i menu pobliskiej restauracji. Zacznijmy od oczu. W restauracji mamy kilka pięter. My obiad zjadamy zaproszeni przez właścicieli na najwyższe, z którego roztacza się bajoński widok Zestawy obiadowe 5-cio daniowe od 8 euro. Uznaliśmy, ze skoro to takie tanie to może będzie to lunch degustacyjny i każdy z nas wziął inny dla siebie. Jakież było nasze zaskoczenie! To było nie tylko pyszne, ale i wielkie. Starter, przystawka, sałatka, danie główne i deser a do tego wspaniałe białe chłodne wino i to wszystko z takim widokiem. Dla tej knajpy mogłabym wrócić na Korfu. A knajpa nazywa się Castelino. Warto jeszcze wrócić do hotelu na basen i na piękny zachód słońca, bo czas na stolicę czyli Korfu na Korfu Wyspa jest dla mnie magiczna i już nie mogłam się doczekać stolicy. Możecie o niej poczytać tutaj.

widok za milion dolarów